Kalifornijski projekt ustawy AB 1921, znany jako Protect Our Games Act, nie przeszedł głosowania w komisji senatu stanowego. Wynik był druzgocąco bliski: 3 głosy za, 4 przeciw i 4 wstrzymujące się. Ustawa dostała jednak szansę na ponowne rozpatrzenie, więc sprawa nie jest jeszcze zamknięta. W tle całej debaty stanęły kontrowersyjne zeznania przedstawicielki organizacji ESA (Entertainment Software Association), która nazwała prywatne serwery Minecrafta "nielegalnymi" i porównała je do "czarnego rynku" - temat, który minecraft.pl opisywał już wcześniej.

Co miała zmienić ustawa

Protect Our Games Act to część szerszego ruchu Stop Killing Games, który zbiera siłę na całym świecie - w Unii Europejskiej podobna inicjatywa obywatelska zebrała ponad milion podpisów, w tym wielu z Polski. Kalifornijski projekt miał zobowiązać wydawców gier do:

  • informowania graczy z co najmniej 60-dniowym wyprzedzeniem o planowanym zamknięciu serwerów gry,
  • udostępnienia trybu offline lub łatki pozwalającej grać bez oficjalnych serwerów po ich wyłączeniu,
  • umożliwienia hostingu społecznościowego, czyli prowadzenia własnych, prywatnych serwerów,
  • oferowania zwrotów pieniędzy w określonych przypadkach.

Dla graczy Minecrafta brzmi to trochę abstrakcyjnie, bo Mojang od lat oficjalnie udostępnia darmowe oprogramowanie serwerowe do pobrania na stronie minecraft.net - każdy może postawić własny serwer zgodnie z EULA. Ale właśnie dlatego wypowiedź ESA podczas przesłuchania wywołała taką burzę.

"To piractwo" - zeznania, które zaszkodziły własnej sprawie

Podczas przesłuchania komisji senackiej Jennifer Gibbons, wiceprezeska ESA ds. polityki stanowej, została zapytana wprost, czy prywatne serwery społecznościowe - wymieniano m.in. Minecrafta i Call of Duty - są nielegalne. Odpowiedziała: "They're illegal. They are not in any way affiliated with Microsoft" ("Są nielegalne. Nie są w żaden sposób powiązane z Microsoftem"). Zapytana, czy chodzi o działanie na wzór "czarnego rynku", potwierdziła: "Yes. In fact, we consider it piracy" ("Tak. Właściwie uważamy to za piractwo") - ESA argumentowała przy tym, że reprezentuje dwa toczące się pozwy przeciwko operatorom prywatnych serwerów, jak opisuje TheGamer.

Problem w tym, że stwierdzenie to jest sprzeczne z rzeczywistością - Mojang od samego początku projektował Minecrafta z myślą o serwerach społecznościowych i udostępnia do tego oficjalne narzędzia za darmo. Społeczność graczy błyskawicznie to wypunktowała, a sama ESA musiała się później tłumaczyć, twierdząc, że przedstawicielka odpowiadała na mylące, zbitkowe pytanie łączące pojęcia "community server" i "private server".

Głosowanie jednym głosem różnicy

Zamieszanie wokół wypowiedzi ESA nie pozostało bez wpływu na losy samej ustawy. Jak podaje Hungarian Conservative, projekt Protect Our Games Act przepadł w komisji stosunkiem głosów 3 do 4, przy 4 wstrzymujących się - zabrakło dosłownie jednego głosu, by ustawa przeszła dalej w procesie legislacyjnym. Komisja przyznała jednak możliwość ponownego rozpatrzenia sprawy, więc temat prawdopodobnie wróci.

To pierwszy konkretny, mierzalny skutek całej afery wykraczający poza wymianę oświadczeń między ESA a społecznością - i pokazuje, że spór o definicję "prywatnego serwera" ma realne konsekwencje legislacyjne, nie tylko wizerunkowe.

Dlaczego to ważne dla polskich graczy

Choć AB 1921 dotyczy wyłącznie prawa stanu Kalifornia, sprawa jest istotna również z polskiej perspektywy z dwóch powodów. Po pierwsze, precedensy prawne i stanowiska dużych organizacji branżowych w USA często wpływają na globalną politykę wydawców, w tym Microsoftu/Mojanga, którzy obsługują też rynek europejski. Po drugie, ruch Stop Killing Games ma swoją unijną odsłonę, pod którą podpisało się ponad milion Europejczyków, w tym rzesza polskich graczy - a casus Minecrafta pokazuje, jak łatwo spór o "zabijanie gier" może zostać wykorzystany przeciwko zupełnie innej praktyce, czyli hostingowi prywatnych serwerów, z których korzystają tysiące polskich społeczności.

Prowadzącym polskie serwery Minecrafta ta sprawa nie grozi bezpośrednio żadnymi konsekwencjami - wciąż obowiązuje EULA Mojanga, które wprost pozwala na hosting. Warto ją jednak śledzić, bo pokazuje, że temat prawnego statusu prywatnych serwerów nie jest już wyłącznie teoretyczny.

Źródła