Na pierwszy rzut oka porównanie wydaje się absurdalne. Z jednej strony World of Warcraft - kolos Blizzarda z 12 milionami subskrybentów i budżetem większym niż niejedna produkcja filmowa. Z drugiej Minecraft - gra jednego człowieka, w fazie alpha, z grafiką rodem z lat 90. A jednak coraz więcej analityków branżowych stawia pytanie: czy ten pikselowy sandbox może zagrozić dominacji WoW?
David kontra Goliat
Liczby mówią same za siebie. WoW generuje ponad miliard dolarów rocznie z samych subskrypcji. Minecraft w październiku 2010 roku ma za sobą kilkaset tysięcy sprzedanych kopii w cenie 10 euro za sztukę. Pod względem przychodów to nawet nie porównanie - to przepaść.
Ale jest coś, czego liczby nie oddają. Minecraft oferuje coś, czego WoW nie potrafi:
- Totalną wolność - brak questów, levelowania i wyścigu szczurów
- Kreatywność - gracz sam decyduje, co robi i co buduje
- Prostotę wejścia - brak miesięcznej subskrypcji, niska cena, niskie wymagania sprzętowe
- Nieskończoną replayability - każdy świat jest inny, każda rozgrywka unikalna
Zmęczenie formatem MMORPG
W branży coraz głośniej mówi się o zmęczeniu formatem MMORPG. Gracze, którzy przez lata grindowali w WoW, szukają czegoś innego - czegoś, co nie wymaga zobowiązania na 20+ godzin tygodniowo i nie karze za nieobecność.
Minecraft trafia idealnie w tę lukę. Można grać 15 minut lub 15 godzin. Nie ma presji gildii, rajdów ani resetów tygodniowych. To gra, do której wraca się z przyjemnością, a nie z poczucia obowiązku.
Dwa różne światy
Oczywiście WoW i Minecraft to fundamentalnie różne gry i bezpośrednie porównanie jest nieco na wyrost. Ale trend jest jasny - rynek gier się zmienia, a gracze coraz chętniej sięgają po doświadczenia sandbox zamiast po tradycyjne MMORPG. Minecraft może nie zabije WoW, ale na pewno wyznacza nowy kierunek w branży.
Komentarze