Entertainment Software Association, organizacja lobbingowa reprezentująca największych wydawców gier w USA, opublikowała oświadczenie doprecyzowujące swoje wcześniejsze twierdzenia na temat prywatnych serwerów Minecrafta. To odpowiedź na falę krytyki, jaka spadła na organizację po przesłuchaniu w senacie stanu Kalifornia, gdzie przedstawicielka ESA nazwała takie serwery „nielegalnymi” i wprost „piractwem”.

Co się wydarzyło podczas przesłuchania

Sprawa zaczęła się podczas dyskusji nad Protect Our Games Act - projektem ustawy mającym zmusić wydawców do utrzymywania grywalności gier płatnych nawet po wyłączeniu oficjalnych serwerów. Kalifornijski kongresmen Chris Ward zasugerował, że rozwiązaniem mogłyby być serwery prowadzone przez społeczność, i jako przykład podał właśnie Minecrafta oraz Call of Duty - tytuły, w których takie opcje od dawna istnieją.

Odpowiadając na to pytanie, wiceprezeska ESA ds. kontaktów z władzami stanowymi Jennifer Gibbons stwierdziła, że prywatne serwery są nielegalne, a organizacja „uznaje to za piractwo”. Zapytana wprost, czy chodzi o czarny rynek, potwierdziła, i powołała się na dwa toczące się pozwy przeciwko operatorom prywatnych serwerów oraz raporty amerykańskiego przedstawiciela ds. handlu, w których niektóre serwery wymieniono jako „notoryczne rynki” naruszeń praw autorskich.

Fala krytyki

Wypowiedź wywołała natychmiastową reakcję środowiska graczy i organizacji broniących ich praw. Ruch Stop Killing Games, który od miesięcy walczy o prawo do zachowania grywalności gier po zamknięciu oficjalnych serwerów, określił argumentację ESA jako „od wprowadzającej w błąd po wprost fałszywą”. Krytycy zwracali uwagę na oczywisty paradoks: każdy może pobrać oficjalny plik serwera Minecrafta bezpośrednio ze strony Mojanga i uruchomić własny świat dla znajomych, co czyni określenie całej tej praktyki „piractwem” trudnym do obrony.

Wyjaśnienie ESA

W nowym oświadczeniu organizacja zaczęła rozróżniać pojęcia „serwer społecznościowy” i „prywatny serwer”. ESA tłumaczy, że przedstawicielka odpowiadała na wielowątkowe pytanie, w którym członkowie komisji senackiej używali obu terminów zamiennie. Doprecyzowano, że problemem są wyłącznie serwery hostujące lub dystrybuujące chronioną prawem autorskim zawartość gry bez zgody wydawcy - to one naruszają prawa własności intelektualnej. ESA zastrzegła też, że choć poszczególni wydawcy przyjmują różne podejścia do tematu, wszyscy zachowują prawo do egzekwowania swoich praw wobec naruszeń.

Dlaczego to ważne dla polskich graczy

Serwery społecznościowe to fundament polskiej społeczności Minecrafta - od dużych projektów przetrwania, przez serwery minigier, po prywatne światy prowadzone przez grupy znajomych czy lokalne społeczności Discord. Choć wyjaśnienie ESA nieco studzi nastroje, nie rozwiewa wszystkich wątpliwości: organizacja nadal nie sprecyzowała, gdzie dokładnie przebiega granica między legalnym serwerem społecznościowym a tym, który w jej ocenie „dystrybuuje chronioną zawartość”. Dla administratorów popularnych serwerów - również tych działających z Polski i obsługujących graczy z całej Europy - oznacza to utrzymującą się niepewność prawną, dopóki ESA albo Mojang nie przedstawią bardziej precyzyjnych wytycznych.

Warto dodać, że sam Mojang w reakcji na pierwotne wypowiedzi ESA zdystansował się od nich, nazywając całą sytuację „chorą” - co tylko podkreśla rozdźwięk między stanowiskiem branżowej organizacji lobbingowej a twórcą gry, dla którego serwery społecznościowe od lat są jednym z filarów sukcesu Minecrafta.

Źródła