Wypowiedź wiceprezeski ESA Jennifer Gibbons, która podczas przesłuchania w kalifornijskim senacie nazwała prywatne serwery Minecrafta "nielegalnymi" i porównała je do "piractwa", wywołała falę niepokoju wśród administratorów serwerów na całym świecie - także w Polsce, gdzie działają tysiące prywatnych społeczności grających na własnych serwerach SMP, skyblockach czy sieciach minigier. Warto więc rozłożyć sprawę na czynniki pierwsze: co faktycznie mówi umowa licencyjna Minecrafta, a co jest tylko medialnym zamieszaniem.
Co mówi EULA Minecrafta
Odpowiedź na pytanie "czy wolno postawić własny serwer" nie jest tajemnicą - Mojang udziela jej wprost w swojej umowie licencyjnej (EULA), dostępnej po polsku na stronie minecraft.net. Licencja Java Edition wyraźnie zezwala posiadaczowi gry na instalowanie oprogramowania serwerowego i hostowanie rozgrywki sieciowej - to nie jest szara strefa, tylko oficjalnie wspierana funkcja gry. Mojang od lat udostępnia za darmo plik server.jar do pobrania na oficjalnej stronie, a cała otaczająca Minecrafta infrastruktura - od pluginów po panele hostingowe - powstała właśnie dlatego, że twórcy gry postawili na otwartość wobec społeczności serwerowej.
Różnica, o której mówiła ESA, dotyczy czegoś innego: rozpowszechniania samej gry lub jej chronionych prawem autorskim zasobów bez licencji - czyli np. udostępniania nielegalnie zmodyfikowanego klienta gry albo pirackich kopii Minecrafta w ramach serwera. To faktycznie łamie prawa autorskie Mojanga/Microsoftu. Ale postawienie legalnie zakupionego serwera, na którym grają gracze posiadający własne, legalne kopie gry, to zupełnie inna sytuacja - i to właśnie tę różnicę ESA rzekomo pomyliła podczas przesłuchania, tłumacząc się później, że pytanie komisji miało nieprecyzyjnie łączyć pojęcia "community server" i "private server".
A jak to wygląda w polskim prawie?
W Polsce kwestię reguluje przede wszystkim ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych w połączeniu z umową licencyjną, którą gracz akceptuje przy zakupie gry. Zasada jest prosta: dopóki serwer działa w granicach wyznaczonych przez EULA - czyli gracze łączą się z nim za pomocą własnych, legalnie zakupionych kopii gry, a administrator nie rozpowszechnia pirackich wersji Minecrafta ani nie łamie praw autorskich do zasobów gry (tekstur, dźwięków, kodu) w sposób wykraczający poza to, na co zezwala licencja - prowadzenie serwera jest w pełni legalne. Ryzyko prawne pojawia się dopiero przy:
- dystrybuowaniu crackowanych lub pirackich kopii gry uczestnikom serwera,
- komercyjnym wykorzystywaniu chronionych prawem autorskim zasobów Mojanga w sposób niezgodny z wytycznymi marki (Brand and Asset Usage Guidelines),
- sugerowaniu, że serwer jest oficjalnie powiązany z Mojangiem lub Microsoftem, gdy tak nie jest.
Pobieranie opłat za dostęp do serwera, sprzedaż rang czy przedmiotów kosmetycznych również mieści się w tym, na co pozwala Mojang - pod warunkiem przestrzegania zasad dotyczących monetyzacji opisanych w wytycznych dla twórców (Minecraft Usage Guidelines), które zabraniają np. sprzedaży przewagi w rozgrywce typu pay-to-win w niektórych kontekstach, ale nie zabraniają pobierania opłat za kosmetyki czy wsparcie serwera.
Skąd w ogóle to zamieszanie
Cała sytuacja wzięła się z przesłuchania dotyczącego kalifornijskiej ustawy Protect Our Games Act, część ruchu Stop Killing Games - inicjatywy mającej chronić graczy przed utratą dostępu do gier po wyłączeniu oficjalnych serwerów. ESA, broniąc interesów wydawców, niefortunnie posunęła się do stwierdzenia, że prywatne serwery są nielegalne, co stoi w jawnej sprzeczności z tym, że sam Mojang oficjalnie promuje ich zakładanie. Społeczność szybko to wypunktowała, a ESA musiała się z tej wypowiedzi tłumaczyć.
Co to oznacza dla administratorów polskich serwerów
W praktyce: nic się nie zmienia. Żadne z tych wydarzeń nie zmieniło EULA Minecrafta ani wytycznych Mojanga dotyczących serwerów społecznościowych. Polscy administratorzy serwerów - od małych SMP-ów dla znajomych po duże sieci z tysiącami graczy - mogą spać spokojnie, o ile trzymają się standardowych zasad: gracze korzystają z legalnych kopii gry, serwer nie podszywa się pod oficjalny produkt Mojanga, a monetyzacja nie łamie wytycznych marki. Warto natomiast pamiętać, że wypowiedzi organizacji branżowych takich jak ESA, nawet błędne, potrafią wpływać na kierunek dyskusji legislacyjnej - dlatego temat wart jest obserwowania, zwłaszcza w kontekście europejskiej inicjatywy Stop Killing Games, pod którą podpisało się też wielu polskich graczy.
Komentarze
Komentarze działają w zewnętrznym serwisie Disqus, który zapisuje pliki cookie (polityka prywatności Disqusa). Wczytamy komentarze po kliknięciu przycisku poniżej.
Nie udało się wczytać Disqusa. Jeśli masz adblocka lub inną blokadę, wyłącz blokowanie na minecraft.pl i spróbuj ponownie.